| Aktualności

GALERIA ZDJĘĆ Z WYCIECZKI

Na miejsce dotarliśmy przed 9.00. Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy. Każda zaczęła zwiedzanie od centralnej bramy, nad którą do tej pory wisiał znany napis- hasło: "Praca czyni wolnym". Została wykonana przez więźniów  pierwszych transportów przybyłych do Auschwitz. Napis: „ Arbeit Macht Frei” wykonali więźniowie z komanda ślusarzy pod kierownictwem Jana Liwacza. Więźniowie zatrudnieni w obozowej kuźni, świadomie odwrócili literę B, jako zakamuflowany przejaw nieposłuszeństwa. Przez bramę codziennie maszerowały do pracy uszeregowane piątkami komanda pod nadzorem kapów, którzy meldowali strażnikom obozowym stan liczebny swojego komanda.
Powrót z pracy odbywał się w tym samym porządku, jednak układ piątkowy często ulegał zaburzeniom. Więźniowie nieśli wyczerpanych, chorych i zmarłych z wysiłku lub zamordowanych kolegów. Szyki maszerujących komand zaburzały permanentne rewizje, gdyż więźniowie usiłowali przenieść na teren obozu zdobyte poza drutami pożywienie (ziemniaki, buraki, cebulę, chleb, itp.).
Przyniesione ciała układano pod ścianą bloku 24, skrupulatnie odnotowując stan komand, który musiał się zgadzać z liczbą więźniów opuszczających obóz rano.

Na dziedzińcu pomiędzy blokami nr 10 i 11 znajduje się ściana straceń. W latach 1941-1943 esesmani rozstrzelali tutaj kilka tysięcy osób. Ginęli głównie polscy więźniowie polityczni, osoby zaangażowane w organizowanie ucieczek i udzielanie pomocy uciekinierom oraz kontakty ze światem zewnętrznym. Rozstrzeliwano także Polaków przywożonych spoza obozu, a wśród nich zakładników aresztowanych w odwet za akcje polskiego ruchu oporu skierowane przeciwko okupacyjnym władzom niemieckim. Ginęli tu mężczyźni, kobiety a nawet dzieci. Na dziedzińcu esesmani wykonywali karę chłosty, a także słupka, polegającą na wieszaniu więźniów za wykręcone do tyłu ręce. W 1944 roku na polecenie władz obozowych ściana straceń została rozebrana, a egzekucje esesmani przeprowadzali najczęściej w komorach gazowych i krematoriach Auschwitz II-Birkenau. Po wojnie Muzeum dokonało rekonstrukcji ściany straceń.

Na ścianach bloku 11 patrzyły na nas oczy bez wyrazu. Portrety „zmarłych” w obozie. Niemcy musieli mieć dużą wyobraźnię i wiedzę medyczną, żeby wymyślać te wszystkie przyczyny  zgonów umieszczone pod nazwiskami. Powód śmierci był zawsze ten sam - bicie, wycieńczenie, katowanie, głód...

Byliśmy również w komorze gazowej. A miała być łaźnia ... Z otworów umieszczonych w suficie miała trysnąć woda. W tym celu kazano więźniom rozebrać się. Niestety, wody nigdy już nie ujrzeli. Potraktowani zostali gazem – cyklonem B, który zabijał w pół godziny. Opakowania znaleziono po wyzwoleniu w jednym z magazynów. Tego dowodu nie udało się zbrodniarzom zniszczyć. Puszki leżą za szklaną szybą, obok włosów, butów, okularów ... i nie pozwalają zapomnieć.

Zaraz potem pojechaliśmy do Brzezinki. Rzędem ustawione baraki. W zimie hulał w nich wiatr, a szczury miały przewagę nad człowiekiem. W październiku 1941 roku rozpoczęła się budowa obozu koncentracyjnego Auschwitz II (Birkenau) na terenie wsi Brzezinka - w odległości 3 km od Oświęcimia. Obóz zajmował obszar prostokąta o powierzchni około 140 ha, ogrodzonego zewnątrz drutem kolczastym pod napięciem. Na tym terenie powstało około 300 różnych budynków: baraków, latryn, wartowni, komór gazowych, itp.
Były to: obóz kobiecy, rejestracja i kwarantanna, obóz rodzinny dla Żydów, obóz męski, obóz cygański, odcinek szpitalny, Kanada - baraki służące do gromadzenia zrabowanych ofiarom rzeczy. Tutaj też znajdowała się tzw. nowa sauna, gdzie przyjmowano do obozu nowe transporty. Czerwony i biały domek - budynek bez wody, światła, kanalizacji ani żadnego wyposażenia. Umieszczano tu Żydówki, których nie zdążono poddać selekcjom, prowizoryczne komory gazowe oraz krematoria czyli zespół komór gazowych i pieców do spalania zwłok.

Ta część wycieczki zrobiła na uczniach ogromne wrażenie. Wizyta w tym miejscu zostanie w każdym, kto tam był, na zawsze. To najlepsza nauka historii już bądź, co bądź współczesnej dla każdego ucznia i człowieka, który zobaczy to na własne oczy.

Mocno zmarznięci ruszyliśmy w dalszą drogę, tym razem do Krakowa.

Po godzinnym czasie wolnym na krakowskim Rynku udaliśmy się do teatru Bagatela, na sztukę „Szalone nożyczki”.

Akcja spektaklu dzieje się w salonie fryzjerskim „Szalone nożyczki”, którego właścicielem jest mistrz grzebienia i nożyczek Antonio Wzięty. Wynajmuje on salon od mistrzyni fortepianu Izabeli Richter. Pewnego dnia zostaje ona zamordowana w swoim mieszkaniu znajdującym się tuż nad salonem pana Antonia. W tym czasie w salonie znajdują się: Antonio, Barbara Markowska (druga fryzjerka) oraz ich klienci: handlujący antykami Edward Wurzel, żona bogatego posła – pani Helena Dąbek, pan Michał i pan Więckowski. Jak się później okazuje, ci dwaj ostatni to policjanci, którzy zaraz rozpoczynają prowadzenie śledztwa w sprawie zabójstwa pani Richter; podejrzani są wszyscy, którzy w tym czasie przebywali w salonie (oprócz policjantów). Spektakl jest o tyle widowiskowy, że publiczność decyduje o rozwoju całej sytuacji. Aktorzy wspólnie z widzami odtwarzają całą sytuację aż do zamordowania pianistki. Następnie odbywa się głosowanie, w którym publiczność wyłania swojego „faworyta” (postać podejrzaną o dokonanie zabójstwa).

Tym razem publiczność zdecydowała, że winnym będzie pan Wurzel. Uczniowie byli zachwyceni spektaklem.

Około 21.00 wróciliśmy na starosądecki Rynek, skąd uczniowie wraz z rodzicami rozjechali się do swoich domów.